Liverpool ubezpieczył się na 10 milionów funtów.

W dniu dzisiejszym przypada rocznica meczu Widzewa z Liverpoolem. Wielokrotnie słyszeliśmy historie z tego meczu ze strony reprezentantów łódzkiego klubu. A jak tamten pojedynek wspominają zawodnicy z Anfield Road?

Zapraszam…

Tekst pochodzi z 1983 roku, tekst oryginalny: Richard Bott, gazeta World Soccer. Artykuł został zamieszczony w magazynie ‘Liverpool – the European Quest’.

Liverpool ubezpieczony na 10 milionów.

Liverpool, najlepszy zespół w Europie, ubezpieczył swoich hojnie opłacanych zawodników na oszałamiającą kwotę 10 milionów funtów. Ta informacja ujrzała światło dzienne chwilę po dramatycznych doświadczeniach związanych z lądowaniem samolotu w Warszawie. Liverpool niebawem miał zmierzyć się w ćwierćfinale Pucharu Mistrzów z zespołem mistrza Polski, Widzewem Łódź.

Wyczarterowany Boeing 737 linii British Airtours podchodził do lądowania w gęstej mgle. Gdy samolot miał już lądować na ośnieżonej płycie warszawskiego lotniska, pilot niespodziewanie zdecydował się ponownie poderwać samolot w powietrze. Pasażerowie oczekujący w hali odlotów lotniska Okęcie zgodnie relacjonowali, że maszyna w czasie podchodzenia do lądowania niebezpiecznie zmieniła nachylenie. Na wysokości 6 metr ów nad ziemią pilot postanowił przerwać manewr i wzbił się w niebo. Drugie podejście było już perfekcyjne.  Samolot, na pokładzie którego  przebywali piłkarze, oficjele, dziennikarze i kibice, wylądował bezpiecznie.
Graeme Souness, kapitan LFC, przyznał ‘Śmiertelnie się przeraziłem. To wspomnienie jest bardziej przerażające kiedy myślisz o tym po czasie’. Frank McGhee, dziennikarz sportowy gazety Daily Mirror był przekonany, że samolot się rozbije. ‘To mogło być drugie Monachium’. Miał rację. Podróż piłkarzy Liverpoolu odbywała się raptem kilka tygodni po obchodach upamiętniających 25-tą rocznicę feralnego powrotu drużyny Manchesteru United z rewanżowego meczu w Pucharze Mistrzów  w Belgradzie w lutym 1958.

‘O mały włos’ było najczęściej słyszanym tematem rozmów w czasie kilku kolejnych godzin 90 milowej podróży autokarem do Łodzi. Pilot samolotu, kapitan Ulich Palmer, po wydarzeniu relacjonował, że obsługa kontroli lotów warszawskiego lotniska była święcie przekonana, jakoby kapitan doskonale znał stan techniczny i położenie lotniska. Było to błędne założenie. Był to pierwszy lot kapitana do Warszawy. Warunki, w których był zmuszony do lądowania były znacznie gorsze niż raporty, które otrzymywał z wieży kontroli lotów. Jednakże zdaniem kapitana ani przez moment nie istniało zagrożenia życia pasażerów. Jego stanowisko bardzo różniło się od opinii pozostałych osób. Niemniej jednak, wszyscy byli pełni podziwu dla szybkiej reakcji pilota na zaistniałą sytuację oraz ponowne bezbłędne podejście do lądowania.

W rezultacie wspomnienie pierwszego nieudanego lądowania pozostawiło w głowach pytanie, co byłoby gdyby samolot się rozbił? Czy zginęliby wszyscy piłkarze Liverpoolu i czy ubezpieczyciel wypłaciłby całą sumę odszkodowania? Klubowi oficjele ujawnili, że drużyna była ubezpieczona na astronomiczną kwotę 10 milionów funtów rocznie. Polisa dotyczyła wszystkich zdarzeń losowych, poza – co zaskakujące –  kontuzjami. Jeden z klubowych przedstawicieli przyznał, że powiększenie polisy o zapis zawierający klauzulę ‘kontuzje piłkarzy’ zwiększyłoby opłaty klubu z 30,000 funtów do niebotycznych rozmiarów, na które klub po prostu nie było stać. 10 milionowe ubezpieczenie oparte było na ocenie zarządu, która miała miejsce rok wcześniej i była podyktowana rynkową wyceną piłkarzy. Uważano, iż obecna wartość drużyny mocno zmalała. Nie wyceniano poszczególnych piłkarzy, lecz oszacowano, że zawodnik szkockiej reprezentacji, Kenny Daglish,  był wart dla ubezpieczyciela najwięcej. Okazało się, że wystarczyłoby około 14 milionów funtów, by zebrać skład, którym dysponował LFC.

Od samego początku do samego końca feralnej podróży do Polski, drużynę prześladował pech. Początek nieprzyjemnej wyprawy rozpoczął się od opóźnienia z powodu gęstej mgły nad lotniskiem Liverpool Airport. Z tego powodu wyczarterowany samolot nie mógł wylądować. Piłkarze LFC,  dziennikarze oraz kibice zostali zmuszeni do autokarowej podróży do Manchesteru, gdzie oczekiwał już na nich samolot do Polski. Po przylocie do Warszawy, drużyna podróżowała do Łodzi w trudnych warunkach. Droga była ośnieżona i mglista. Zakwaterowanie w Łodzi, jak na zachodnie warunki, było spartańskie. Jednakże jedzenie w Hotelu ‘Centrum’ było o wiele lepsze niż powszechnie się spodziewano. Było bardzo różne od tego, co  dostępne było dla przeciętnego Polaka. Dlatego też, zawodnicy Liverpoolu obkupili się w towary niedostępne w Anglii.

Mecz na stadionie ŁKS rozpoczął się o godzinie 17.00 czasu lokalnego i z powodu przerwy zimowej, był to pierwszy występ Widzewa od 22 listopada. W pierwszych 20 minutach meczu, Polacy zaskoczyli Liverpool swoja szybkością, co wprowadziło nerwowość w szykach mistrzów Anglii. Mimo to LFC powoli zaczął radzić sobie z sytuacją na boisku oraz z hałasem 43000 kibiców. Rozpoczął drugą połowę pełen wiary w swoje umiejętności. Jednakże po 49 minutach urodzony w Zimbabwe bramkarz Liverpoolu, Bruce Grobbelaar, popełnił straszny błąd, który był prezentem dla łodzian. Nie zdołał złapać piłki dośrodkowanej z lewego skrzydła przez Andrzeja Grębosza i pchnął ją w kierunku własnej bramki, gdzie czekał już Mirosław Tłokiński, by z radością wepchnąć ją do siatki. Liverpool szybko otrząsnął się po straconym golu i dominował przez większość drugiej połowy, rozgrywając jedno z najlepszych spotkań. Mimo to późna kontra przyniosła łodzianom drugą bramkę. Wiesław Wraga przypieczętował zwycięstwo gospodarzy.

Angielska drużyna podchodziła do rewanżu z potrzebą zwycięstwa trzema bramkami. Nie mogła pozwolić sobie choćby na stratę jednego gola. Ostatnim razem, kiedy zespół mierzył się z takim wyzwaniem, był mecz z Nottingham Forest w Pucharze Mistrzów w sezonie 1978-1979, kiedy w pierwszym domowym meczu Liverpool przegrał dwoma bramkami. Wtedy rewanż zakończył się wynikiem 0-0. Mgła zagrażała szybkiemu powrotowi do Anglii. Na szczęście optymistyczne prognozy pogody nadchodzące z Warszawy umożliwiły wyjazd z Łodzi i wylot o północy do Anglii. Podróż powrotna przebiegła spokojnie.

#footballisculture #footballispassion #lfc #Widzew #Lodz #widzewlodz #retrofootball #casualvi #casual

 

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: